środa, 25 października 2017

ZDROWY BEZGLUTENOWY MAKARON POMIDOROWY Z MARCHEWKĄ

Szybki, a smaczny obiad. Ostatnio tylko takie wpadają mi w ciągu dnia. Nadal nie nauczyłam się jeść odpowiednio, ale czasem mam dni, kiedy próbuje jeść coś "normalnego". Dlatego dziś postanowiłam po treningu na siłowni, uzupełnić węglowodany czymś, na co jeszcze trzy miesiące temu nie pozwoliłabym sobie... Bezglutenowy makaron z pomidorowym sosem i marchewką ugotowaną al dente. Oczywiście danie może być także z glutenem, wtedy wystarczy zwykły makaron. Danie jest wegańskie - czego chcieć więcej :) Użyłam produktów z biedronki więc koszt także był niski. Sos Culineo w słoiczku - upewnijcie się że jest wegański. Możecie także przyrządzić własny sos. Wystarczy przecier, przyprawy i czosnek (opcjonalnie).
* Jeżeli jesteś wegetarianinem, albo weganem, lubiącym wegański ser (:D) Proponuję posypać całość startym serem. Ja osobiście nie przepadam za tego typu rzeczami :)
Składniki:
- 100g makaronu bezglutenowego (ja użyłam świderków, ale to kwestia gustu.)
- 1 duża marchew
- 3 łyżki gotowego sosu do spaghetti (lub wykonanego samodzielnie z przeciery pomidorowego i przypraw)
- 3 łyżki mleka migdałowego (lub jakiegokolwiek innego roślinnego)
- łyżeczka pestek słonecznika i dyni
- opcjonalnie: siemię lniane mielone, nasiona chia
- sól i pieprz do smaku

1. Makaron ugotować z marchwią, do miekkości makaronu. Marchewka może pozostać twardsza - ja taką preferuję :)
2. Odcedzić makaron i marchew i wrzucić sos i mleko (powoduje, że całość jest bardziej kremowa). Grzać na małym ogniu kilka minut. Dodać pieprz i (opcjonalnie) sól.
3. Wyłożyć porcję na talerz i posypać nasionami i pestkami.

SMACZNEGO !!




sobota, 11 marca 2017

Najlepsze filmy motywacyjne

Człowiek często potrzebuje motywacji. Potrzebuje niewidzialnej ręki, która pchnie go do czegość, co wydaje mu się niemożliwe lub trudne do zrobienia. Do czegoś co może skutkować bólem. Ale ten ból jest tylko i wyłącznie naszym wyborem. To my decydujemy czego się boimy i czego żałujemy. Jeżeli każdą porażkę zaczniemy traktować jako nową naukę w życiu, nie poczujemy bólu. To co jest teraz, jest przejściowe. Życie jest zmienne. My jesteśmy jego kreatorem. 



Może i wam uda się zaczerpnąć z tych filmów naukę. 
Całuję - J. 

sobota, 25 lutego 2017

21 lat - jeszcze dziecko czy już dorosły?

Kilka dni temu skończyłam 21 lat. Szczerze powiedziawszy nie czuję się na siłach by podołać "dorosłości". Myślę, że jest wiele takich osób, które nie chcą lub nie potrafią wdrożyć się w dorosłe życie. Osobiście zatrzymałam się na etapie 19 roku życia. I liczba 21 nie jest dla mnie liczbą odpowiednią, by scharakteryzować mój wiek psychiczny. Mimo, że jestem głęboko przekonana, że nie jestem jeszcze w pełni dojrzała i odpowiedzialna, wiem, że zachodzą we mnie pewne zmiany, których kiedyś nie odnotowywałam.
Po pierwsze coraz mocniej utwierdzam się w tym, co mnie interesuje, jakie umiejętności chciałabym rozwijać. Wiele pomysłów w swoim życiu odrzucałam, a wiele przedsięwzięć, które uważałam za zgodne ze swoimi zainteresowaniami poszły w niepamięć po dwóch tygodniach próby. Obecnie wiem co chciałabym poprawić, czego chciałabym się nauczyć i co sprawia mi przyjemność.
Po drugie, czuje, że mam większą kontrolę nad tym co robię w życiu. Wiem, że dzięki nauce i coraz to nowszym przedsięwzięciom rozwijam się i tylko ja mogę określić, co chce rozwijać, a co mogę pominąć. Jest to bardzo ważne, gdyż stałam się niezależna i przejęłam stery nad moim życiem zawodowym, prywatnym etc. Zapewne powodem tego jest "wylot" z domu rodzinnego i wyjazd do innego miasta na studia. Polecam to każdemu, kto może nadal ma wątpliwości, czy zmienić otoczenie po skończeniu szkoły średniej. To pierwszy wielki krok w kierunku prawdziwej odpowiedzialności i niezależności.
Trzecią rzeczą jest fakt, że czuję większe przywiązanie do rodziny i bliskich. Wyjazd i rzadsze wizyty w domu nauczyły mnie, że tęsknota za rodziną jest uczuciem normalnym i nabytym przez każdego człowieka w okresie dorastania i dojrzewania. Mimo moich 21 lat nadal czuję zbierające się łzy podczas pożegnania z mamą gdy wyjeżdżam. Ostatnio przytuliłam brata i widząc, jak bardzo mu smutno, że już jadę, łzy same napływały mim do oczu. A więc większa świadomość tego, jak rodzina jest ważna w życiu to kolejny plus wejścia w ten dziwny okres dorosłości.
Kolejna sprawa... ludzie traktują Cię dużo poważniej. Jesteś nazywana/nazywany Panią/Panem, nikt już nie patrzy na Ciebie jak na dziecko, jesteś odpowiedzialny i wystarczająco dorosły by współpracować z otoczeniem. Można podczepić tu temat związku,w którym jesteś. W coraz mniejszym stopniu rodzina i bliscy uważają Twój związek za przelotne zauroczenie. Przyjmują do wiadomości to, ze możesz planować już wspólne życie z drugą osobą lub nawet założenie rodziny. TERAZ TO JUŻ NORMALNE, ŻE MOŻESZ MIEĆ DZIDZIUSIA :)

Podsumowując, mam 21 lat i jestem dzieckiem moich rodziców i Boga. Ale z wiekiem zyskujemy te niesamowite umiejętności, które może i wcześniej w nas były, jednak dopiero odpowiedni poziom dojrzałości emocjonalnej pozwolił nam je dostrzec. Uwielbiam jak moja mama ścieli mi łóżko i zapala co noc świece w pokoju. Kocham się do niej przytulić i wypłakać się w chwilach słabości. Mam w swoim akademickim łóżku misia z dzieciństwa, cóż... potrzebuję go :) Ale mogę też nazwać się kobietą, która chce się rozwijać i która chce osiągnąć więcej. Najciekawszym jest, że następuje to tak płynnie, że trudno powiedzieć kiedy tak naprawdę nauczyłeś się czegoś nowego. Każdy kolejny rok tworzy naszą osobowość i świadomość. Tylko od nas zależy jak je ukształtujemy...teraz już tylko od nas.