Dziś mama wysłała mi filmik, który idealnie ukazuje dzisiejszą rzeczywistość. Czy czuje się lepsza będąc weganką? Nie, ale wiem, że nasz tryb życia nie jest obrazem, jaki możecie tu zobaczyć, obrazem życia 80% ludzi na świecie. Nawet nieświadomego.....
https://www.facebook./Sammy.com.mx/videos/989229454536871/
Nieziemsko niespotykany blog zawierający wszystko. Od kulinarnych upodobań, przez sport i fitness, po trudności życiowe osoby z zaburzeniami nie tylko odżywiania... ZAPRASZAM.
środa, 19 października 2016
poniedziałek, 19 września 2016
Ciekawe wege cytaty.
Ostatnio przeglądając kilka artykułów na temat weganizmu, natrafiłam na ciekawe cytaty starożytnych filozofów i myślicieli. Poniżej umieszczę kilka z nich, które szczególnie skłoniły mnie do refleksji i poruszyły serce. Utwierdziłam się w przekonaniu, że moja decyzja o przejściu na weganizm była w stu procentach słuszna.
Jak to było przedstawione w świetnym filmie "Earthlings" - zarówno zwierzęta jak i ludzie mają nadane miano Ziemian, więc skąd prawo by bezpodstawnie pozbawiać tego zasłużonego miejsca na ziemi innych stworzeń?
CYTATY:
"A czyż nie jest przesadnie drogi każdy posiłek, dla którego zabijane jest żywe stworzenie? Czy uznajemy, że życie to niewielki koszt? Wcale nie mówię, że może przebywa w nim dusza matki, ojca, przyjaciela albo dziecka, jak powiadał Empedokles. Ale ma ono zdolność odczuwania, wzrok, słuch, wyobraźnię, inteligencję, którą dostało od natury każde stworzenie, aby zdobywać to, co dla niego dobre, i unikać tego, co złe".
Plutarch ("O jedzeniu mięsa" II.3)
- "Pytasz, dlaczego Pitagoras powstrzymywał się od jedzenia mięsa? Ja zaś chciałbym wiedzieć, co czuł człowiek, co się działo z jego duszą lub umysłem, gdy po raz pierwszy zamoczył usta we krwi i przytknął wargi do ciała martwego stworzenia. Gdy zastawił stoły gnijącymi zwłokami i nazwał jedzeniem i żywnością to, co jeszcze niedawno ryczało, rżało, ruszało się i żyło".
Plutarch ("O jedzeniu mięsa" I.1)
- "Nic u nas nie wzbudza poczucia wstydu. Ani wspaniałe umaszczenie, ani urokliwość dźwięcznego głosu, ani czystość sposobu życia i nadzwyczajna inteligencja tych nieszczęsnych stworzeń. Ba, dla małego kawałka mięsa pozbawiamy duszę słońca, światła, tego czasu życia, dla których narodziła się i istnieje. Z kolei o ich jękach i piskach myślimy, że to tylko nieartykułowane odgłosy, a nie błagania, prośby i mowy obrończe, podczas gdy każde z nich mówi: Odwołuję się nie do tego, co wywiera na tobie konieczność, lecz do twej bezczelności. Zabij, żeby zjeść, ale nie odbieraj mi życia, by się delektować".
Plutarch ("O jedzeniu mięsa" I.4)
Jak to było przedstawione w świetnym filmie "Earthlings" - zarówno zwierzęta jak i ludzie mają nadane miano Ziemian, więc skąd prawo by bezpodstawnie pozbawiać tego zasłużonego miejsca na ziemi innych stworzeń?
CYTATY:
"A czyż nie jest przesadnie drogi każdy posiłek, dla którego zabijane jest żywe stworzenie? Czy uznajemy, że życie to niewielki koszt? Wcale nie mówię, że może przebywa w nim dusza matki, ojca, przyjaciela albo dziecka, jak powiadał Empedokles. Ale ma ono zdolność odczuwania, wzrok, słuch, wyobraźnię, inteligencję, którą dostało od natury każde stworzenie, aby zdobywać to, co dla niego dobre, i unikać tego, co złe".
Plutarch ("O jedzeniu mięsa" II.3)
- "Pytasz, dlaczego Pitagoras powstrzymywał się od jedzenia mięsa? Ja zaś chciałbym wiedzieć, co czuł człowiek, co się działo z jego duszą lub umysłem, gdy po raz pierwszy zamoczył usta we krwi i przytknął wargi do ciała martwego stworzenia. Gdy zastawił stoły gnijącymi zwłokami i nazwał jedzeniem i żywnością to, co jeszcze niedawno ryczało, rżało, ruszało się i żyło".
Plutarch ("O jedzeniu mięsa" I.1)
- "Nic u nas nie wzbudza poczucia wstydu. Ani wspaniałe umaszczenie, ani urokliwość dźwięcznego głosu, ani czystość sposobu życia i nadzwyczajna inteligencja tych nieszczęsnych stworzeń. Ba, dla małego kawałka mięsa pozbawiamy duszę słońca, światła, tego czasu życia, dla których narodziła się i istnieje. Z kolei o ich jękach i piskach myślimy, że to tylko nieartykułowane odgłosy, a nie błagania, prośby i mowy obrończe, podczas gdy każde z nich mówi: Odwołuję się nie do tego, co wywiera na tobie konieczność, lecz do twej bezczelności. Zabij, żeby zjeść, ale nie odbieraj mi życia, by się delektować".
Plutarch ("O jedzeniu mięsa" I.4)
środa, 17 sierpnia 2016
Nowe vlogi na kanale !
Zapraszam serdecznie do oglądania nowych filmów na yt. Będzie mi bardzo miło, jak będę mogła dzielić się swoimi przeżyciami z większą liczbą osób ;)
sobota, 13 sierpnia 2016
Jak być dziewczyną typowego mięsożercy?
Hej. Dziś poruszę temat, który często poruszają moi bliscy i znajomi, kiedy rozmawiają ze mną. Mój chłopak. Jak on biedny radzi sobie z dziewczyną weganką? Jak radzisz sobie z robieniem mu jedzenia? Jak wygląda wasza randka w restauracjach? Wiele pytań, wiele odpowiedzi. A więc jak to u mnie wygląda?
Jestem pełną weganką od 4 miesięcy, wcześniej spożywałam jeszcze produkty mleczne i czasem jajka... czasem jajka, bo moja historia jest bardzo długa i skomplikowana. Cierpię na zaburzenia odżywiania. Weganizm początkowo miał być dla mnie drogą wyjścia z zaburzeń, a raczej podniesienia wagi, bo niskie bmi bardzo źle odbijało się na moim organizmie. Nie powiem, że się nie udaje, ale o tym osobny wpis.. Dopiero później ten styl życia stał się dla mnie czymś więcej. Bo prawda jest taka, że jeżeli raz odważysz się być na diecie wegańskiej, nie będziesz chciał zawrócić. Ale...ważne jest to, że od czterech miesięcy jestem weganką. Z moim chłopakiem jestem już od dwóch lat dlatego mogę stwierdzić, że był ze mną nawet wtedy jak jadłam bardzo niewiele. Od początku nie miał łatwego życia ze mną. Jednak o czym chciałam mówić to o tym, jak weganka radzi sobie z mięsożercą. I to nie zwykłym ,ale zawodowym.
Mój chłopak jest dla mnie ogromnym wsparciem odkąd pamiętam. Bardzo martwi się o to, co jem i jak jem,bo wie, że w mojej sytuacji każdy kilogram liczy się bardzo. Kiedy powiedziałam mu o mojej decyzji przejścia na weganizm, nie był zadowolony. Nie rozumiał tego do końca, uważał, że będę żywiła się tylko i wyłącznie sałatą, wodą i jabłkami. Dlatego początkowo nie było łatwo przekonać go do moich nowych zasad. Jednak weganizm zmienił mnie trochę. Mam w sobie dużo więcej wrażliwości na naturę, a co najważniejsze dla niego... przytyłam nieco i JEM. Mimo, że nadal nie tyle ile powinnam, ale jem. Dlatego po miesiącu narzekania i pilnowania mojej diety, dał za wygraną. Przyzwyczaił się do mojego stylu życia. Mimo, że czasem nadal potrafi mi dogryźć i rzucić tekstem "zjadłabyś kotleta, a nie...", wiem, że kocha mnie taką, jaka jestem i wie, że staram się dla niego jak mogę najlepiej.
Jeżeli chodzi o gotowanie dla niego. Niestety jest dosyć wybredny. I jego posiłek niestety musi zawierać mięso lub przynajmniej rybę, czy jajko. Obecnie gotowanie mu traktuje jako mój kobiecy/związkowo-przedmałżeński (:D) obowiązek. Dlatego nauczyłam się przyrządzać mu dania z mięsa. Jednakże im dłużej jestem weganką, tym bardziej przeszkadza mi zapach mięsa. Nie raz zanosiło mi się na wymioty, kiedy obtaczałam mu kotlety z kurczaka. Największym problemem jest dla mnie mięso mielone, bo jego juz nie mogę przetrwać... nie robię więc posiłków z mięsa mielonego, jako że nie potrafię już na nie patrzeć i je dotykać.
To samo z wyjściami razem. Nie przeszkadza mi, aby towarzyszyć mu w mcdonaldzie, ponieważ nikt nie namówi mnie nigdy na złamanie własnych zasad. Nie czuję potrzeby jedzenia produktów odzwierzęcych, dlatego spokojnie mogę być z nim kiedy je swój posiłek. Jemu też nie przeszkadza, żeby pójść ze mną do jakiejś wegańskiej knajpki. Niesamowicie się uzupełniamy w tym względzie ;)
Mimo, że nie pochwalam jego sposobu odżywiania się i byłabym wniebowzięta, gdyby był weganinem, albo przynajmniej zrezygnował z mięsa, to nie wariuję i spokojnie podchodzę do całej tej sytuacji, bo po prostu go bardzo kocham. Był ze mną jak jeszcze nie byłam weganką i mam nadzieję, że pozostanie ze mną nawet teraz. WIEM ŻE TAK BĘDZIE. Więc otwórzcie serca i umysły. Dajcie bliskim czas na przyzwyczajenie się do waszego nowego stylu życia zanim podejmiecie pochopne decyzje.
BUZIAKI <3
Jestem pełną weganką od 4 miesięcy, wcześniej spożywałam jeszcze produkty mleczne i czasem jajka... czasem jajka, bo moja historia jest bardzo długa i skomplikowana. Cierpię na zaburzenia odżywiania. Weganizm początkowo miał być dla mnie drogą wyjścia z zaburzeń, a raczej podniesienia wagi, bo niskie bmi bardzo źle odbijało się na moim organizmie. Nie powiem, że się nie udaje, ale o tym osobny wpis.. Dopiero później ten styl życia stał się dla mnie czymś więcej. Bo prawda jest taka, że jeżeli raz odważysz się być na diecie wegańskiej, nie będziesz chciał zawrócić. Ale...ważne jest to, że od czterech miesięcy jestem weganką. Z moim chłopakiem jestem już od dwóch lat dlatego mogę stwierdzić, że był ze mną nawet wtedy jak jadłam bardzo niewiele. Od początku nie miał łatwego życia ze mną. Jednak o czym chciałam mówić to o tym, jak weganka radzi sobie z mięsożercą. I to nie zwykłym ,ale zawodowym.
Mój chłopak jest dla mnie ogromnym wsparciem odkąd pamiętam. Bardzo martwi się o to, co jem i jak jem,bo wie, że w mojej sytuacji każdy kilogram liczy się bardzo. Kiedy powiedziałam mu o mojej decyzji przejścia na weganizm, nie był zadowolony. Nie rozumiał tego do końca, uważał, że będę żywiła się tylko i wyłącznie sałatą, wodą i jabłkami. Dlatego początkowo nie było łatwo przekonać go do moich nowych zasad. Jednak weganizm zmienił mnie trochę. Mam w sobie dużo więcej wrażliwości na naturę, a co najważniejsze dla niego... przytyłam nieco i JEM. Mimo, że nadal nie tyle ile powinnam, ale jem. Dlatego po miesiącu narzekania i pilnowania mojej diety, dał za wygraną. Przyzwyczaił się do mojego stylu życia. Mimo, że czasem nadal potrafi mi dogryźć i rzucić tekstem "zjadłabyś kotleta, a nie...", wiem, że kocha mnie taką, jaka jestem i wie, że staram się dla niego jak mogę najlepiej.
Jeżeli chodzi o gotowanie dla niego. Niestety jest dosyć wybredny. I jego posiłek niestety musi zawierać mięso lub przynajmniej rybę, czy jajko. Obecnie gotowanie mu traktuje jako mój kobiecy/związkowo-przedmałżeński (:D) obowiązek. Dlatego nauczyłam się przyrządzać mu dania z mięsa. Jednakże im dłużej jestem weganką, tym bardziej przeszkadza mi zapach mięsa. Nie raz zanosiło mi się na wymioty, kiedy obtaczałam mu kotlety z kurczaka. Największym problemem jest dla mnie mięso mielone, bo jego juz nie mogę przetrwać... nie robię więc posiłków z mięsa mielonego, jako że nie potrafię już na nie patrzeć i je dotykać.
To samo z wyjściami razem. Nie przeszkadza mi, aby towarzyszyć mu w mcdonaldzie, ponieważ nikt nie namówi mnie nigdy na złamanie własnych zasad. Nie czuję potrzeby jedzenia produktów odzwierzęcych, dlatego spokojnie mogę być z nim kiedy je swój posiłek. Jemu też nie przeszkadza, żeby pójść ze mną do jakiejś wegańskiej knajpki. Niesamowicie się uzupełniamy w tym względzie ;)
Mimo, że nie pochwalam jego sposobu odżywiania się i byłabym wniebowzięta, gdyby był weganinem, albo przynajmniej zrezygnował z mięsa, to nie wariuję i spokojnie podchodzę do całej tej sytuacji, bo po prostu go bardzo kocham. Był ze mną jak jeszcze nie byłam weganką i mam nadzieję, że pozostanie ze mną nawet teraz. WIEM ŻE TAK BĘDZIE. Więc otwórzcie serca i umysły. Dajcie bliskim czas na przyzwyczajenie się do waszego nowego stylu życia zanim podejmiecie pochopne decyzje.
BUZIAKI <3
poniedziałek, 27 czerwca 2016
Ludzie pochodzą od krów??? Moje spojrzenie na mleko.
Dziś troszkę na temat mleka przy weganizmie. Im więcej się edukuję, czytam i nie spożywam mleka, tym mocniej obrzydza mnie myśl, jak mogłam robić to dotychczas. Jak wiadomo istnieje stereotyp, że bez mleka człowiek ma słabe kości, niedobór wapnia i odpowiednich składników odżywczych. Jednak…nie jesteśmy już niemowlętami. Nie potrzebujemy mleka aby rosnąć, tak jak potrzebują go dzieci w okresie niemowlęctwa. Ssaki produkują mleko DLA SWOICH MŁODYCH. Aby wykarmić je i dać im odpowiednie warunki do wzrostu w pierwszych miesiącach życia, kiedy organizm nie może spożywać jeszcze innego pokarmu. Ale jeżeli już mamy to 20, 30, 40 lat… jaki jest tego sens? Mleko krowie jest przeznaczone dla cieląt. Nie jesteśmy cielętami, nie jesteśmy DZIECMI KRÓW. Dlatego nadal nie mogę zrozumieć, skąd przekonanie, że mleko jest nam niezbędne.
Jeżeli chodzi o wapń…nie twierdze, że mleko nie zawiera wapnia, bo zawiera. Ale przyswajalność tego wapnia jest na poziomie 33% ! Mniej więcej tyle samo daje nam mleko roślinne fortyfikowane wapniem. Co więcej brokuły dają nam przyswajalność wapnia na poziomie 60%! Czy nadal można powiedzieć, że mleko to jedyne i niepowtarzalne źródło wapnia? Tak samo jest z pojęciem mocnych kości. Twarde kości gwarantuje odpowiednia podaż wapnia, witaminy D i K. Żadna z tych rzeczy nie jest bezpośrednio związana z piciem krowiego mleka! Witaminę K możemy spożywać w innych produktach pochodzenia roślinnego , natomiast latem 15 minut spędzone na słońcu, zapewnia nam odpowiednią porcję witaminy D. Nie zapomnę także wspomnieć o krowach, które według ludzkiego przekonania „mają świetne warunki na farmach”. Część osób wcale nie interesuje się skąd jest mleko, które ściągamy ze sklepowych półek. Aby krowa produkowała mleko musi być zapłodniona. Dlatego też w hodowlach stosuje się sztuczne zapładnianie,, aby podtrzymać proces produkcji mleka. Cielaki są natychmiast zabierano matkom, zamykane w ciasnych boksach i po kilku miesiącach trafiają na stół jako cielęcina. Bardzo ciekawy jest fakt, że krowa może żyć nawet do 25 lat ! Natomiast w hodowlach, już po 4-5 latach nieustannego dojenia, zapładniania i stresu, zaczynają się choroby, zakażenia i problemy reprodukcyjne. Dlatego takie zwierze staje się bezużyteczne i natychmiast trafia do rzeźni. Większość ludzi, których pytam o sens picia mleka twierdzi: „Mleko jest dla ludzi”… Czy aby na pewno? Czy to nie tak jakbyśmy pili mleko, np.: małpy, psa, czy konia? To takie samo mleko…mmm, smacznie.
Nie potrzeba nam pić wydzielin innych zwierząt… zostawmy to ich młodym. Jest tak wiele cudownych zamienników, które spokojnie możemy stosować. Do wyboru mamy kilka rodzajów mlek:
sojowe
ryżowe
owsiane
migdałowe
I te mniej popularne i trudniej dostępne:
gryczane
kukurydziane
z orzechów laskowych
z sezamu
z kaszy jaglanej
Każde mleko roślinne ma inne zastosowanie, mają niesamowity smak i są dużo zdrowsze niż mleko krowie. Zrobię następny wpis lub film opisujacy móje doświadczenie z mlekiem roślinnym i zastosowania poszczególnych mlek roślinnych. Myślę, że dobrym tematem będzie też nawiązujący do tego problem utrzymania zdrowia naszych kości i spożycia odpowiedniej ilości wapnia na diecie wegańskiej.
Całuję i mam nadzieję, że przemyślicie sprawę… <3
Jeżeli chodzi o wapń…nie twierdze, że mleko nie zawiera wapnia, bo zawiera. Ale przyswajalność tego wapnia jest na poziomie 33% ! Mniej więcej tyle samo daje nam mleko roślinne fortyfikowane wapniem. Co więcej brokuły dają nam przyswajalność wapnia na poziomie 60%! Czy nadal można powiedzieć, że mleko to jedyne i niepowtarzalne źródło wapnia? Tak samo jest z pojęciem mocnych kości. Twarde kości gwarantuje odpowiednia podaż wapnia, witaminy D i K. Żadna z tych rzeczy nie jest bezpośrednio związana z piciem krowiego mleka! Witaminę K możemy spożywać w innych produktach pochodzenia roślinnego , natomiast latem 15 minut spędzone na słońcu, zapewnia nam odpowiednią porcję witaminy D. Nie zapomnę także wspomnieć o krowach, które według ludzkiego przekonania „mają świetne warunki na farmach”. Część osób wcale nie interesuje się skąd jest mleko, które ściągamy ze sklepowych półek. Aby krowa produkowała mleko musi być zapłodniona. Dlatego też w hodowlach stosuje się sztuczne zapładnianie,, aby podtrzymać proces produkcji mleka. Cielaki są natychmiast zabierano matkom, zamykane w ciasnych boksach i po kilku miesiącach trafiają na stół jako cielęcina. Bardzo ciekawy jest fakt, że krowa może żyć nawet do 25 lat ! Natomiast w hodowlach, już po 4-5 latach nieustannego dojenia, zapładniania i stresu, zaczynają się choroby, zakażenia i problemy reprodukcyjne. Dlatego takie zwierze staje się bezużyteczne i natychmiast trafia do rzeźni. Większość ludzi, których pytam o sens picia mleka twierdzi: „Mleko jest dla ludzi”… Czy aby na pewno? Czy to nie tak jakbyśmy pili mleko, np.: małpy, psa, czy konia? To takie samo mleko…mmm, smacznie.
Nie potrzeba nam pić wydzielin innych zwierząt… zostawmy to ich młodym. Jest tak wiele cudownych zamienników, które spokojnie możemy stosować. Do wyboru mamy kilka rodzajów mlek:
sojowe
ryżowe
owsiane
migdałowe
I te mniej popularne i trudniej dostępne:
gryczane
kukurydziane
z orzechów laskowych
z sezamu
z kaszy jaglanej
Każde mleko roślinne ma inne zastosowanie, mają niesamowity smak i są dużo zdrowsze niż mleko krowie. Zrobię następny wpis lub film opisujacy móje doświadczenie z mlekiem roślinnym i zastosowania poszczególnych mlek roślinnych. Myślę, że dobrym tematem będzie też nawiązujący do tego problem utrzymania zdrowia naszych kości i spożycia odpowiedniej ilości wapnia na diecie wegańskiej.
Całuję i mam nadzieję, że przemyślicie sprawę… <3
piątek, 17 czerwca 2016
Spokój pomimo chaosu w głowie.
Tak więc tematem dzisiejszego wpisu jest bardzo powszechny dla mnie problem. Nerwy, gniew i chaos w głowie. Nie wiem do końca czym to jest spowodowane, a ostatnimi czasy bardzo mocno się nasiliło. Złość aż kipi ze mnie. Zaburzenia odżywiania powodują bardzo wiele problemów w zdrowiu mentalnym człowieka. Ale nigdy nie pomyślałabym i nie chciałam myśleć, jak to jest naprawdę czuć się jak wariat.
Jak już mówiłam zaburzenia, jest to temat na inny post/film/wpis. Jednak mogę otwarcie powiedzieć, że już dawno nie słyszałam ciszy w swoim umyśle. Bez przerwy słyszę szelest. Podły szept i krzyk mojej własnej bezsilności.
To był krótki wstęp opisujący problem. A teraz moje metody na stres, nerwy i chaos w naszej głowie. Jedne działają lepiej, drugie tylko uciszają burzę, ale są to metody jakie polecam każdemu, kto nie wie jak radzić sobie z nerwami.
1. JOGA I MEDYTACJA.
Odkąd przeszłam na weganizm, staram się oczyścić nie tylko swoje ciało, ale przede wszystkim sumienie i dusze. Oglądając filmy na YT (w tym przypadku applesandamandas) odkryłam niesamowite działanie medytacji i jogi na nasz organizm. Zwykłam po treningu rozciągać się ćwicząc jogę oraz uspokajać zmęczone ciało krótką medytacją przy spokojnej muzyce. Wystarczy położyć się na plecach, zamknąć oczy i razem z melodią muzyki dać swojemu ciału i umysłowi chwilę na regenerację i odpoczynek. Ażeby uciszyć głos w głowie, myślcie o tym jak udany mieliście trening i jak dobrze wpłynął on na wasze ciało.
2. Zioła i herbatki.
Od długiego już czasu nie piję czarnej herbaty. Całkowicie przerzuciłam się na zioła i herbatę zieloną. Do najważniejszych uspokajających „płynów” zaliczam melisę, pokrzywę, a także właśnie zieloną herbatę – długo parzoną. Krótko parzona podobno pobudza. Wieczorami lubię także napić się czystka , wtedy samo poczucie oczyszczenia z toksyn daje przyjemny relaks.
3. Ulubiona muzyka.
Każdy z nas ma swoją playlistę, która uspokaja, koi nerwy i pobudza do działania, pracy nad sobą. Właśnie muzyka potrafi czynić cuda z naszym nastrojem. Każda piosenka, którą mam na swoim telefonie ma jakąś historie i przypomina o innych rzeczach. Włączając sobie spokojną, cichą, a nawet smutną piosenkę, możemy łatwo uspokoić się, poruszyć umysł do myślenia, a także zasmucić, dlatego nie przesadzajmy ze smutna muzyką w gorsze dni, nie pomaga. Jednak w chwilach nerwowych, dobra muzyka ładnie nas przytuli.
4. TRENING.
To jest moja ukochana forma relaksu. Nie ma nic lepszego niż dobry trening w chwili, gdy naszą głowę zaprzątają paskudne myśli. Ludzki organizm podczas wysiłku uwalnia endorfiny, które dają nam poczucie radości i spełnienia. Polecam !!
5. Rozmowa z bliskimi.
Dla mnie , osobą, która pomaga mi ukoić nerwy jest moja mama. Nie wiem czy to ze względu na jej niesamowicie specyficzne poczucie humoru i sposób bycia, ale wygadując się jej, a nawet nie raz wypłakując do słuchawki, serce zaczyna się powoli uspokajać. Stwierdzam, że wyrzucenie z siebie emocji, problemów i zmartwień zdejmuje z naszych ramion ogromny kamień.
Sposobów na ukojenie nerwów może być ogromna ilość i jest to kwestia indywidualna. To co przedstawiłam działa na mnie, ale niekoniecznie musi działać na Ciebie. Jednak, jeżeli ktoś nie ma drogi, którą powinien kierować się w chwilach niepokoju. Polecam spróbować którąś z moich metod. Może akurat trafisz na swoją.
Całuję . J. xoxo
Jak już mówiłam zaburzenia, jest to temat na inny post/film/wpis. Jednak mogę otwarcie powiedzieć, że już dawno nie słyszałam ciszy w swoim umyśle. Bez przerwy słyszę szelest. Podły szept i krzyk mojej własnej bezsilności.
To był krótki wstęp opisujący problem. A teraz moje metody na stres, nerwy i chaos w naszej głowie. Jedne działają lepiej, drugie tylko uciszają burzę, ale są to metody jakie polecam każdemu, kto nie wie jak radzić sobie z nerwami.
1. JOGA I MEDYTACJA.
Odkąd przeszłam na weganizm, staram się oczyścić nie tylko swoje ciało, ale przede wszystkim sumienie i dusze. Oglądając filmy na YT (w tym przypadku applesandamandas) odkryłam niesamowite działanie medytacji i jogi na nasz organizm. Zwykłam po treningu rozciągać się ćwicząc jogę oraz uspokajać zmęczone ciało krótką medytacją przy spokojnej muzyce. Wystarczy położyć się na plecach, zamknąć oczy i razem z melodią muzyki dać swojemu ciału i umysłowi chwilę na regenerację i odpoczynek. Ażeby uciszyć głos w głowie, myślcie o tym jak udany mieliście trening i jak dobrze wpłynął on na wasze ciało.
2. Zioła i herbatki.
Od długiego już czasu nie piję czarnej herbaty. Całkowicie przerzuciłam się na zioła i herbatę zieloną. Do najważniejszych uspokajających „płynów” zaliczam melisę, pokrzywę, a także właśnie zieloną herbatę – długo parzoną. Krótko parzona podobno pobudza. Wieczorami lubię także napić się czystka , wtedy samo poczucie oczyszczenia z toksyn daje przyjemny relaks.
3. Ulubiona muzyka.
Każdy z nas ma swoją playlistę, która uspokaja, koi nerwy i pobudza do działania, pracy nad sobą. Właśnie muzyka potrafi czynić cuda z naszym nastrojem. Każda piosenka, którą mam na swoim telefonie ma jakąś historie i przypomina o innych rzeczach. Włączając sobie spokojną, cichą, a nawet smutną piosenkę, możemy łatwo uspokoić się, poruszyć umysł do myślenia, a także zasmucić, dlatego nie przesadzajmy ze smutna muzyką w gorsze dni, nie pomaga. Jednak w chwilach nerwowych, dobra muzyka ładnie nas przytuli.
4. TRENING.
To jest moja ukochana forma relaksu. Nie ma nic lepszego niż dobry trening w chwili, gdy naszą głowę zaprzątają paskudne myśli. Ludzki organizm podczas wysiłku uwalnia endorfiny, które dają nam poczucie radości i spełnienia. Polecam !!
5. Rozmowa z bliskimi.
Dla mnie , osobą, która pomaga mi ukoić nerwy jest moja mama. Nie wiem czy to ze względu na jej niesamowicie specyficzne poczucie humoru i sposób bycia, ale wygadując się jej, a nawet nie raz wypłakując do słuchawki, serce zaczyna się powoli uspokajać. Stwierdzam, że wyrzucenie z siebie emocji, problemów i zmartwień zdejmuje z naszych ramion ogromny kamień.
Sposobów na ukojenie nerwów może być ogromna ilość i jest to kwestia indywidualna. To co przedstawiłam działa na mnie, ale niekoniecznie musi działać na Ciebie. Jednak, jeżeli ktoś nie ma drogi, którą powinien kierować się w chwilach niepokoju. Polecam spróbować którąś z moich metod. Może akurat trafisz na swoją.
Całuję . J. xoxo
środa, 15 czerwca 2016
3 kroki w stronę weganizmu.
W nawiązaniu do mojego ostatniego filmu na YT – bo wiem, że może nie każdy, kto to czyta oglądał – chciałabym przedstawić 3 kroki, które pozwolą ułatwić sobie drogę przejścia na weganizm. Jak już wspominałam, nie jestem ekspertem, wręcz można powiedzieć, że stawiam pierwsze kroki w wegańskiej społeczności, aczkolwiek mocno związałam się z tym tematem i dużo na ten temat czytam i dokształcam się. Ważnym jest, że weganizm powinien być przemyślaną i dobrowolną decyzją. Nikt nie może zmusić Cię do zmiany swojego stylu życia, a wiem, że weganizm jest zobowiązujący. W którymś z filmów powiedziałam, że można zacząć po prostu od tygodnia „próbnego”, aby sprawdzić, jak na nas oddziałuje taka zmiana(chociaż udowodnione jest ,że dopiero po trzech tygodniach nasz organizm jest w stanie „przestawić się” na inne nawyki). Jednak nawet do tego tygodnia trzeba być przygotowanym. Jeżeli któregoś pięknego poniedziałku powiesz sobie „Jestem weganinem do niedzieli”, nie wystarczy, że na śniadanie zamiast jajecznicy zjesz jabłko, lub na obiad, zamiast kotleta schabowego zjesz sałatę z plastrem pomidora. Przy takim podejściu szybko zniechęcisz się, a i możesz sobie zaszkodzić. Posiłki muszą być przygotowane zmyślnie i powinny zawierać odpowiednią ilość kalorii. Godne polecenia są produkty typu: ryż, kasze, płatki owsiane, mleko roślinne ,tofu, warzywa!, owoce!, roślinny strączkowe( soja, soczewica, cieciorka, fasola etc.).
Weganizm nie przychodzi od razu. Są to etapy… przynajmniej u mnie były to etapy. Początkowo jest to tylko dieta roślinna. Później po masie godzin spędzonych nad artykułami i filmami dokumentalnymi, możesz osiągnąć w sobie stan który nazwać można weganizmem. Bo (jak wytłumaczyłam w filmie) weganizm a dieta roślinna to dwie różne rzeczy. Dieta roślinna to po prostu dieta… odżywianie się produktami pochodzenia naturalnego, nie pochodzącymi od zwierząt. Powodem na przejście na tą dietę mogą być powody zdrowotne, chęć zrzucenia kilku kilogramów. Natomiast weganizm to styl życia: to co myślisz i jak zapatrujesz się na podejście dzisiejszego świata do masowego zabijania zwierząt. Uważanie na to co kupujesz, skąd pochodzi Twoja żywność.
KROK 1. Edukowanie siebie.
Powinniście dużo szukać, przeglądać badania, projekty dotyczące wpływu diet roślinnych na zdrowie człowieka i na kondycję środowiska. Polecam oglądanie filmów, które otwarcie pokazują nam rzeczywistość, z jaką muszą mierzyć się zwierzęta na fermach. Bardzo pomocne są : wykład Gary’ego Yourofsky (zmienia wszystko! ) , Cowspiracy, Earthlings, Forks over knives etc. Wszystkie pozycje pokazują zarówno zalety weganizmu płynące w kierunku naszego zdrowia, ale i w kierunku naszego środowiska. Wszystkie możecie znaleźć na You Tubie, lub po prostu wpisując w przeglądarkę. Kilka podlinkowałam pod filmem na YT na moim kanale. Polecam też kanały na YT vlogerów zagranicznych, którzy promują wegański styl życia i pokazują wszelkie zalety z niego płynące (także cudowne posiłki) . Również podlinkowałam kilka na YT. Ważne jest także aby szukać przepisów, substytutów dla produktów pochodzenia zwierzęcego. Jest ich mnóstwo! Są bardzo ciekawe, smaczne i dobre również dla osób, które nie są weganami !
KROK 2. Komunikacja z innymi.
Ważnym jest, abyśmy rozmawiali z ludźmi, uświadamiali ich jakich produktów nie jemy, jakich unikamy. Nasza rodzina i przyjaciele nie spojrzą początkowo przychylnie na naszą decyzję, jeżeli nie pokażemy im jak cudowny wpływ ma na nas życie zgodne z naturą. Wspólne gotowanie w domu, wyjścia ze znajomymi, nie tylko do wegańskich knajpek. Jeżeli chcemy wyjść z przyjaciółmi do restauracji SPOKOJNIE możemy zapytać kelnera, czy to danie jest odpowiednie dla wegan, lub czy zawiera produkty odzwierzęce. Równie dobrze możemy poprosić o wersję dania bez jakiegoś składnika. Nie ma z tym większych problemów i nie powinniśmy się tego wstydzić, bo nie możemy oszukiwać siebie. Nie możemy uzależniać naszych poglądów od poglądów innych ludzi. Bądźmy sobą, a na pewno weganizm nie przysporzy nam problemów. Jeżeli mamy wokół siebie dobrych ludzi, na pewno wesprą was w decyzji i zrozumieją/uszanują ją.
KROK 3. Zmiana sposobu myślenia.
Nie trzeba być wariatem miłującym zwierzęta, aby zrozumieć jak ważne są ich prawa do życia. Ja osobiście nie jestem zwolenniczką zwierząt w domu, nie skaczę pod niebiosa jak pies liże mnie o twarzy. Ale szanuję życie wszystkich. Nie tylko ludzi. Zwierzęta są bardzo podobne do nas. Trzeba sobie uświadomić, że czują, myślą, cierpią podobnie jak ludzie. Odebranie krowie cielęcia nie sprawia, że jest ona obojętna i szczęśliwa… Troszkę empatii nie tylko wobec ludzi !
Na żywo możecie posłuchać tego samego, na moim kanale na You Tube Polecam. I dziękuję,jeżeli dobrnęłaś/dobrnąłeś do końca tego wpisu. Pozdrawiam i zapraszam do dalszego obserwowania. CAŁUJĘ J.
Weganizm nie przychodzi od razu. Są to etapy… przynajmniej u mnie były to etapy. Początkowo jest to tylko dieta roślinna. Później po masie godzin spędzonych nad artykułami i filmami dokumentalnymi, możesz osiągnąć w sobie stan który nazwać można weganizmem. Bo (jak wytłumaczyłam w filmie) weganizm a dieta roślinna to dwie różne rzeczy. Dieta roślinna to po prostu dieta… odżywianie się produktami pochodzenia naturalnego, nie pochodzącymi od zwierząt. Powodem na przejście na tą dietę mogą być powody zdrowotne, chęć zrzucenia kilku kilogramów. Natomiast weganizm to styl życia: to co myślisz i jak zapatrujesz się na podejście dzisiejszego świata do masowego zabijania zwierząt. Uważanie na to co kupujesz, skąd pochodzi Twoja żywność.
KROK 1. Edukowanie siebie.
Powinniście dużo szukać, przeglądać badania, projekty dotyczące wpływu diet roślinnych na zdrowie człowieka i na kondycję środowiska. Polecam oglądanie filmów, które otwarcie pokazują nam rzeczywistość, z jaką muszą mierzyć się zwierzęta na fermach. Bardzo pomocne są : wykład Gary’ego Yourofsky (zmienia wszystko! ) , Cowspiracy, Earthlings, Forks over knives etc. Wszystkie pozycje pokazują zarówno zalety weganizmu płynące w kierunku naszego zdrowia, ale i w kierunku naszego środowiska. Wszystkie możecie znaleźć na You Tubie, lub po prostu wpisując w przeglądarkę. Kilka podlinkowałam pod filmem na YT na moim kanale. Polecam też kanały na YT vlogerów zagranicznych, którzy promują wegański styl życia i pokazują wszelkie zalety z niego płynące (także cudowne posiłki) . Również podlinkowałam kilka na YT. Ważne jest także aby szukać przepisów, substytutów dla produktów pochodzenia zwierzęcego. Jest ich mnóstwo! Są bardzo ciekawe, smaczne i dobre również dla osób, które nie są weganami !
KROK 2. Komunikacja z innymi.
Ważnym jest, abyśmy rozmawiali z ludźmi, uświadamiali ich jakich produktów nie jemy, jakich unikamy. Nasza rodzina i przyjaciele nie spojrzą początkowo przychylnie na naszą decyzję, jeżeli nie pokażemy im jak cudowny wpływ ma na nas życie zgodne z naturą. Wspólne gotowanie w domu, wyjścia ze znajomymi, nie tylko do wegańskich knajpek. Jeżeli chcemy wyjść z przyjaciółmi do restauracji SPOKOJNIE możemy zapytać kelnera, czy to danie jest odpowiednie dla wegan, lub czy zawiera produkty odzwierzęce. Równie dobrze możemy poprosić o wersję dania bez jakiegoś składnika. Nie ma z tym większych problemów i nie powinniśmy się tego wstydzić, bo nie możemy oszukiwać siebie. Nie możemy uzależniać naszych poglądów od poglądów innych ludzi. Bądźmy sobą, a na pewno weganizm nie przysporzy nam problemów. Jeżeli mamy wokół siebie dobrych ludzi, na pewno wesprą was w decyzji i zrozumieją/uszanują ją.
KROK 3. Zmiana sposobu myślenia.
Nie trzeba być wariatem miłującym zwierzęta, aby zrozumieć jak ważne są ich prawa do życia. Ja osobiście nie jestem zwolenniczką zwierząt w domu, nie skaczę pod niebiosa jak pies liże mnie o twarzy. Ale szanuję życie wszystkich. Nie tylko ludzi. Zwierzęta są bardzo podobne do nas. Trzeba sobie uświadomić, że czują, myślą, cierpią podobnie jak ludzie. Odebranie krowie cielęcia nie sprawia, że jest ona obojętna i szczęśliwa… Troszkę empatii nie tylko wobec ludzi !
Na żywo możecie posłuchać tego samego, na moim kanale na You Tube Polecam. I dziękuję,jeżeli dobrnęłaś/dobrnąłeś do końca tego wpisu. Pozdrawiam i zapraszam do dalszego obserwowania. CAŁUJĘ J.
go vegan.
piątek, 3 czerwca 2016
5 powodów by być weganinem.
Hej, dziś nieco więcej na temat weganizmu. Jak tytuł wskazuje, chciałabym podzielić się z Wami zaletami bycia weganką/weganinem, jakie dotychczas udało mi się zauważyć.
1. Więcej węglowodanów, więcej radości.
W spożywaniu weganskiego jedzenia, masy owoców i warzyw, węglowodanów i białek roślinnych zyskałam pełną radość z jedzenia. Chociaż moja psychika nadal nie pozwala mi zjeść ryży, kasz, makaronów, czy nawet wystarczającej ilości kalorii, wiem, że jedzenie, które spożywam jest bardziej wartościowe i daje mi wiecej energii, niż dawniej, gdy podstawą mojej "diety" były jogurty naturalne, gorące kubki lub białe pieczywo z masłem i marchew... Tak, były takie czasy. Obecnie nadal nie jestem w pełni wyleczona z durnych myśli, ale mniejsza ilość kalorii w produktach powoduje , że jem większe porcje, czuję się syta na dłużej i czuję się dobrze.
2. Gładka jak pupcia niemowlaka.
Zauważyłam dużą poprawę w wyglądzie mojej cery. Nie mam wyprysków, które dawniej często się pojawiały. Moja skóra jest zdrowo błyszcząca (wcale nie od nadmiaru sebum :) ) . Cera nie przetłuszcza się i czuję się świeższa.
3.Szacunek dla zwierząt i samego siebie.
To chyba powinno zająć miejsce pierwsze, bo jest to główny powód, dla którego teraz odmawiam sobie nabiału, mięsa i jajek. Szanuję zwierzęta i ich prawa do normalnego, bezbolesnego życia. Nie jestem wielką zwolenniczką psów, kotów, czy innych zwierzątek, ale nie oznacza to, że z nienawiści do nich jem z nich kotlety... to okropne. I niesprawiedliwe. Gdyby się głębiej zastanowić, to tak jakby świnie, krowy itd były karmione mięsem ludzkim...karmione mlekiem ludzkim. To nie jest możliwe do wyobrażenia, a jednak zwierzęta, rzekomo nieinteligentne (choć liczne badania potwierdzają, ze jest inaczej), nie są tylko aż tak rozwiniete jak my - ludzie. Nie czyni ich to pokarmem, nie czyni ich to mięsem na ruszt, ani przedmiotem sztucznego zapładniania, czy całodobowego dojenia poprzez maszyny.
4. Tak wiele nowych smaków.
Niesamowty wybór przysmaków w wegańskich restauracjach i barach daje wiele możliwości poznawczych. Smaki są nie do opisania. Nie raz bardzo mocno przypominają mięso! Wiele dziwnych połączeń, a i kubki smakowe są zadowolone ;)
5. Jesteś czysty/czysta, troszczysz się o świat.
Pięknym jest to, że jesteś tak bardzo silny/silna będąc weganinem, że możesz odnaleźć źródła spełnienia w naturalnych produktach. Nie zagrażasz naturze, a żyjesz z nią w zgodzie i czerpiesz z niej korzyści nie wpływając na jej destrukcję.
AMEN.
POLECAM WEGANIZM NIE TYLKO JAKO DROGĘ DO WYJŚCIA Z ZABURZEŃ ODŻYWIANIA, ALE JAKO DROGĘ DO POZNANIA SIEBIE Z ZUPEŁNIE INNEJ, PIĘKNEJ I NATURALNEJ STRONY.
Kocham Was i zapraszam na youtube oraz kolejne notki :) baj<3
1. Więcej węglowodanów, więcej radości.
W spożywaniu weganskiego jedzenia, masy owoców i warzyw, węglowodanów i białek roślinnych zyskałam pełną radość z jedzenia. Chociaż moja psychika nadal nie pozwala mi zjeść ryży, kasz, makaronów, czy nawet wystarczającej ilości kalorii, wiem, że jedzenie, które spożywam jest bardziej wartościowe i daje mi wiecej energii, niż dawniej, gdy podstawą mojej "diety" były jogurty naturalne, gorące kubki lub białe pieczywo z masłem i marchew... Tak, były takie czasy. Obecnie nadal nie jestem w pełni wyleczona z durnych myśli, ale mniejsza ilość kalorii w produktach powoduje , że jem większe porcje, czuję się syta na dłużej i czuję się dobrze.
2. Gładka jak pupcia niemowlaka.
Zauważyłam dużą poprawę w wyglądzie mojej cery. Nie mam wyprysków, które dawniej często się pojawiały. Moja skóra jest zdrowo błyszcząca (wcale nie od nadmiaru sebum :) ) . Cera nie przetłuszcza się i czuję się świeższa.
3.Szacunek dla zwierząt i samego siebie.
To chyba powinno zająć miejsce pierwsze, bo jest to główny powód, dla którego teraz odmawiam sobie nabiału, mięsa i jajek. Szanuję zwierzęta i ich prawa do normalnego, bezbolesnego życia. Nie jestem wielką zwolenniczką psów, kotów, czy innych zwierzątek, ale nie oznacza to, że z nienawiści do nich jem z nich kotlety... to okropne. I niesprawiedliwe. Gdyby się głębiej zastanowić, to tak jakby świnie, krowy itd były karmione mięsem ludzkim...karmione mlekiem ludzkim. To nie jest możliwe do wyobrażenia, a jednak zwierzęta, rzekomo nieinteligentne (choć liczne badania potwierdzają, ze jest inaczej), nie są tylko aż tak rozwiniete jak my - ludzie. Nie czyni ich to pokarmem, nie czyni ich to mięsem na ruszt, ani przedmiotem sztucznego zapładniania, czy całodobowego dojenia poprzez maszyny.
4. Tak wiele nowych smaków.
Niesamowty wybór przysmaków w wegańskich restauracjach i barach daje wiele możliwości poznawczych. Smaki są nie do opisania. Nie raz bardzo mocno przypominają mięso! Wiele dziwnych połączeń, a i kubki smakowe są zadowolone ;)
5. Jesteś czysty/czysta, troszczysz się o świat.
Pięknym jest to, że jesteś tak bardzo silny/silna będąc weganinem, że możesz odnaleźć źródła spełnienia w naturalnych produktach. Nie zagrażasz naturze, a żyjesz z nią w zgodzie i czerpiesz z niej korzyści nie wpływając na jej destrukcję.
AMEN.
POLECAM WEGANIZM NIE TYLKO JAKO DROGĘ DO WYJŚCIA Z ZABURZEŃ ODŻYWIANIA, ALE JAKO DROGĘ DO POZNANIA SIEBIE Z ZUPEŁNIE INNEJ, PIĘKNEJ I NATURALNEJ STRONY.
Kocham Was i zapraszam na youtube oraz kolejne notki :) baj<3
wtorek, 10 maja 2016
AH TE TRENINGI...
Hej ! W dzisiejszym poście poruszę temat dla mnie z lekka problematyczny, a jednoczesnie bardzo mi bliski. TRENING I ĆWICZENIA. Od kilku lat dużo ćwiczę. Początkowo były to treningi typowo z jutuba, potem trochę biegania, a ciężary pojawiły się już później. Pomijam już fakt, że w moim przypadku jest to trochę chorobliwe... jestem niesamowicie uzależniona od ćwiczeń i nie ukrywam , że jest to problem. Ale czuję się po ćwiczeniach naprawdę wspaniale. Nawet ból mięśni na następny dzień należy do moich ukochanych uczuć. Obecnie, odkąd wyjechałam na studia ćwiczę na siłowni z obciążeniem, ale i biegam oraz ćwiczę "na macie". Każda forma aktywności jest dla mnie źródłem radości. I tak, może to objaw uzależnienia, ale pamiętam też jak było na początku. Polecam trenigni każdemu, można nabrać wiele pewności siebie, a najważniejszy jest wpły treningów na nasze zdrowie. Stajemy się bardziej aktywni, zdrowsi, jako że poprawia się nasza kondycja, a poza tym niezawodne endorfiny - najlepszy lek na zły dzień.
Wiem, że dla wielu osób słowo TRENING czy ĆWICZENIA należą do tych, które budzą niechęć. Ale są oni przekonani, że treningi muszą trwać ponad godzinę, musza opierać się na ciężarach, siłowni, pocie...
Ale na początku wystarczy przejść się 15 minut po świeżym powietrzu, wyjść na krótki spacer z psem, później stopniowo wprowadzać ćwiczenia wzmacniające partie mięśni ( takich jest mnóstwo w internecie nawet- nikt nie każe Wam mieć trenera personalnego za 100 zł). Już po miesiącu codziennej którkiej aktywności zauważycie poprawę samopoczucia! Oczywiście w przypadku, gdy trening jest dłuższy i bardziej intensywny, można wykonywać je co drugi dzień lub rzadziej, byleby wprowadzać aktywność fizyczną, która w dzisiejszych czasach jest obowiązkowa jeżeli chcemy być zdrowi. Żyjemy w świecie pełnym zanieczyszczeń, brudu i nieznanych substancji, które mogą nam szkodzić. A ćwiczenia są świetnym sposobem nie tylko na pozbycie się ryzyka zachorowania, ale i są genialnym hobby. Polecam z całego serca, wprowadzić chociażby 10 minutowe ćwiczenia w ciągu dnia.
DOBREGO DNIA.
Wiem, że dla wielu osób słowo TRENING czy ĆWICZENIA należą do tych, które budzą niechęć. Ale są oni przekonani, że treningi muszą trwać ponad godzinę, musza opierać się na ciężarach, siłowni, pocie...
Ale na początku wystarczy przejść się 15 minut po świeżym powietrzu, wyjść na krótki spacer z psem, później stopniowo wprowadzać ćwiczenia wzmacniające partie mięśni ( takich jest mnóstwo w internecie nawet- nikt nie każe Wam mieć trenera personalnego za 100 zł). Już po miesiącu codziennej którkiej aktywności zauważycie poprawę samopoczucia! Oczywiście w przypadku, gdy trening jest dłuższy i bardziej intensywny, można wykonywać je co drugi dzień lub rzadziej, byleby wprowadzać aktywność fizyczną, która w dzisiejszych czasach jest obowiązkowa jeżeli chcemy być zdrowi. Żyjemy w świecie pełnym zanieczyszczeń, brudu i nieznanych substancji, które mogą nam szkodzić. A ćwiczenia są świetnym sposobem nie tylko na pozbycie się ryzyka zachorowania, ale i są genialnym hobby. Polecam z całego serca, wprowadzić chociażby 10 minutowe ćwiczenia w ciągu dnia.
DOBREGO DNIA.
sobota, 2 kwietnia 2016
Takie smaczne....
Witam, dziś kolejne zdjęcia. Tym razem postanowiłam spróbować czegoś nowego, a mianowicie kanapki z awokado. Nie byłam do nich przekonana, aż do pierwszego kęsa. Nadają każdej podstawie (bułka, wafel ryżowy, wasa) niesamowitego smaku. Jest on tak dziwny, że aż człowiek potrafi się w nim zatracić. Do moich kanapek dodawałam pomidora i pieprz, co przełamało lekko orzechowy smak awokado i dodało ostrości. COŚ PIĘKNEGO. Jedyny minus to...kaloryczność i ilość tłuszczy z awokado. Jako że przy moich zaburzeniach to się liczy...i to dosłownie, ciężko mi było sobie z tym poradzić. Ale posmakowałam i oceniam na mocną piątkę.
Pomyślałam też o owocach... wiem, że pewnie jest to duży błąd ale zakupiłam truskawki w Lidlu...tak tak, chemia i te sprawy, ale miałam nieodpartą ochotę na truskawki. Ponieważ nie spożywam ich nie wiadomo jak dużo, zamroziłam sobie resztę.
Warto też wspomnieć dziś o hummusie... zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Używam na razie o smaku pomidorów suszonych, ale zakupiłam ostatnio też oliwkowy i naturalny. Uwielbiam hummus. Na zdjęciu obok kanapki z awokado jest także kanapka z "pomarańczową" pastą. To właśnie jest mój hummus z firmy Sante.
Pomyślałam też o owocach... wiem, że pewnie jest to duży błąd ale zakupiłam truskawki w Lidlu...tak tak, chemia i te sprawy, ale miałam nieodpartą ochotę na truskawki. Ponieważ nie spożywam ich nie wiadomo jak dużo, zamroziłam sobie resztę.
Warto też wspomnieć dziś o hummusie... zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Używam na razie o smaku pomidorów suszonych, ale zakupiłam ostatnio też oliwkowy i naturalny. Uwielbiam hummus. Na zdjęciu obok kanapki z awokado jest także kanapka z "pomarańczową" pastą. To właśnie jest mój hummus z firmy Sante.
poniedziałek, 28 marca 2016
Zaczynamy weganizm?
Niedoawno zastanowiłam się nad tym co w życiu chce osiągnąć. Zauważyłam, że potrzeba mi na to czasu i energii...a oba te czynniki są bardzo zależne od mojego zdrowia. Zaburzenia odżywiania doprowadziły mnie do momentu, w którym energia wystarcza mi tylko na przeżycie dnia, brak mi przy tym radości, motywacji i chęci do budzenia się dnia następnego. Myślałam o weganiźmie. Początkowo ze względów zdrowotnych, ale teraz także coraz bardziej ze względów typowo etycznych. Wprowadziłam już zmiany, ale moja dieta nadal zawiera za mało kalorii... No ale wracając do zmian jakie wprowadziłam. Moja dieta opiera się na owocach i warzywach. Nie jem jajek, ryb, a przede wszystkim mięsa ! Najgorszy problem mam z produktami mlecznymi, bo moja dieta od dawna opiera się na jogurtach naturalnych, kefirach... no i uzależnienie od kawy z mlekiem. Mleko sojowe jest dosyć drogie, więc ze względu na oszczędność na razie używam normalnego. Można więc powiedzieć, że na razie zrobiłam mały kroczek w kierunku wegańskiej diety. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie zdecyduję się na stu procentowy weganizm.
Wrzucam zdjęcia moich ostatnich kilku śniadań. Jak widać wafle ryżowe w mojej diecie również wróciły do łask, co uważam za sukces pod kątem wychodzenia z zaburzeń odżywiania. PIĄTKA !
Na pierwszym zdjęciu wafel ryżowy z łyżką jogurtu greckiego-jagodowego, dwa winogrona i rodzynki, a do tego kawusia.
Na drugim: wafle łyżką powideł śliwkowych z obniżoną zawartością cukru, dwie łyżki serka wiejskiego i kiwi.
Trzeci: pół bułki ziarnistej przypieczonej w tosterze, łyżka białego twarogu chudego i mała łyżeczka śliwkowych powideł, na tym szczypta owsianych płatków, do całości zielona herbata.
pyszota.
Wrzucam zdjęcia moich ostatnich kilku śniadań. Jak widać wafle ryżowe w mojej diecie również wróciły do łask, co uważam za sukces pod kątem wychodzenia z zaburzeń odżywiania. PIĄTKA !
Na pierwszym zdjęciu wafel ryżowy z łyżką jogurtu greckiego-jagodowego, dwa winogrona i rodzynki, a do tego kawusia.
Na drugim: wafle łyżką powideł śliwkowych z obniżoną zawartością cukru, dwie łyżki serka wiejskiego i kiwi.
Trzeci: pół bułki ziarnistej przypieczonej w tosterze, łyżka białego twarogu chudego i mała łyżeczka śliwkowych powideł, na tym szczypta owsianych płatków, do całości zielona herbata.
pyszota.
niedziela, 21 lutego 2016
Tatuaż- artyzm czy piętno?
W dzisiejszym poście tak jak wspominałam, poruszę tematykę tatuaży. A więc moje osobiste zdanie na ten temat znacie z poprzedniego wpisu. Uwielbiam tatuaże. W sumie odkąd pamiętam mam z nimi do czynienia więc nie wiem, czy uniknęłabym jakiegokolwiek na moim ciele. Moja mama długie lata się zajmuje tatuowaniem, więc nie dziwne, że prezentem na moje 18 urodziny był pierwszy tatuaż. Było to piórko na lewym nadgarstku. Zdjęcie poniżej. Był to dla mnie wielki krok, ważny symbol, a i osoba, która uczestniczyła w całym procesie wyboru wzoru jest teraz dla mnie źródłem szczęścia. Najciekawszym w tym było to, że mama aby upamiętnić, że wkroczyłam w dorosłość, zrobiła sobie sama podobne piórko, w tym samym miejscu. Piórko był to dla mnie symbol ochrony, symbol obecności anioła stróża nade mną. Do niego własnie owe pióro miało należeć. Kolejnym wzorem była moja najcudowniejsza...jaskółka na prawym przedramieniu. Drugie zdjęcie. Uwielbiam ją. Jest symbolem lekkości i swobody w podejmowaniu ważnych życiowych decyzji. Przypomina mi o tym, że mogę lecieć ponad wszystko, pokonać wszystkie przeszkody. Kolejnym wzorem był największy ze wzorów- łapacz snów na lewym przedramieniu, która moja mama umiejętnie wkomponowała w pierwszy tatuaż- piórko. Łapacz od zawsze był dla mnie ważnym symbolem. Mimo iż jestem wierząca, nie omieszkam stwierdzić, że łapacze naprawdę przesiewają moje sny odkąd tylko pojawiły się w okolicach mojego łóżka. Stąd ten wzór. Aby zawsze moje sny przechodziły przez "sortownię". Ciekawostką jest, że we wzór wplotłam pierwszą literę imienia mojego chłopaka, czego nie jest łatwo zauważyć na pierwszy rzut oka. To również nadaje mu wartości. Najnowszy wzór to napis...na żebrach- najbardziej bolesny z bolesnych. Napis "Fight off your demons". Ponieważ zrobiłam go w ciężkim dla mnie czasie, w nadziei, że za każdym razem, gdy spojrzę na swój bok będę miała siłę, będę pamiętała, że potrafię uniknąć wpływu zła na moje życie. Moje tatuaże (i nie tylko) znajdują się na zdjęciach poniżej. Nie dodałam napisu, ponieważ nie zrobiłam jeszcze konkretnego zdjęcia tego wzoru.
Ale biorąc pod uwagę ogólny temat tatuaży, uwzględniając tytuł postu... tatuaż jest dla mnie artyzmem, jest dziełem utrwalonym na żywym płótnie. Jest symbolem niezależności, ale i odwagi i zdecydowania. Jeżeli oczywiście wzory są przemyślane i są owocem dojrzałych niepochopnych decyzji. Jednak dla wielu osób w moim otoczeniu, głównie starszym otoczeniu jest to coś nie do przyjęcia. Jest oznaką wulgarnego zachowania, kryminalnej przeszłości, czy buntu. Niejednokrotnie mają rację, ale uważam, że w obecnych czasach nie można tatuażu nazwać oznaką "więziennego życia". Tatuaż to oznaka świadomości, że życie jest tylko jedno, a ciało nie jest niczym trwałym. Jest jak kartka papieru, którą łatwo zająć ogniem. Nie jestem zwolenniczką tatuowania twarzy, tatuowania się dla samego tatuowania. Jestem szczerze przekonana, że jeżeli decyzja jest dojrzała i wiemy czego chcemy, taki znak jest czymś co można pokochać na sobie, nawet mimo niechęci do samego siebie, która nieraz towarzyszy młodemu człowiekowi...
Także zachęcam, polecam... to wspaniały sposób wyrażenie swojego "ja", podniesienie swojej samooceny i wartościowy krok w nieco zwariowany świat naszego wieku.
Także zachęcam, polecam... to wspaniały sposób wyrażenie swojego "ja", podniesienie swojej samooceny i wartościowy krok w nieco zwariowany świat naszego wieku.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






















