niedziela, 21 lutego 2016

Tatuaż- artyzm czy piętno?

W dzisiejszym poście tak jak wspominałam, poruszę tematykę tatuaży. A więc moje osobiste zdanie na ten temat znacie z poprzedniego wpisu. Uwielbiam tatuaże. W sumie odkąd pamiętam mam z nimi do czynienia więc nie wiem, czy uniknęłabym jakiegokolwiek na moim ciele. Moja mama długie lata się zajmuje tatuowaniem, więc nie dziwne, że prezentem na moje 18 urodziny był pierwszy tatuaż. Było to piórko na lewym nadgarstku. Zdjęcie poniżej. Był to dla mnie wielki krok, ważny symbol, a i osoba, która uczestniczyła w całym procesie wyboru wzoru jest teraz dla mnie źródłem szczęścia. Najciekawszym w tym było to, że mama aby upamiętnić, że wkroczyłam w dorosłość, zrobiła sobie sama podobne piórko, w tym samym miejscu. Piórko był to dla mnie symbol ochrony, symbol obecności anioła stróża nade mną. Do niego własnie owe pióro miało należeć. Kolejnym wzorem była moja najcudowniejsza...jaskółka na prawym przedramieniu. Drugie zdjęcie. Uwielbiam ją. Jest symbolem lekkości i swobody w podejmowaniu ważnych życiowych decyzji. Przypomina mi o tym, że mogę lecieć ponad wszystko, pokonać wszystkie przeszkody. Kolejnym wzorem był największy ze wzorów- łapacz snów na lewym przedramieniu, która moja mama umiejętnie wkomponowała w pierwszy tatuaż- piórko. Łapacz od zawsze był dla mnie ważnym symbolem. Mimo iż jestem wierząca, nie omieszkam stwierdzić, że łapacze naprawdę przesiewają moje sny odkąd tylko pojawiły się w okolicach mojego łóżka. Stąd ten wzór. Aby zawsze moje sny przechodziły przez "sortownię". Ciekawostką jest, że we wzór wplotłam pierwszą literę imienia mojego chłopaka, czego nie jest łatwo zauważyć na pierwszy rzut oka. To również nadaje mu wartości. Najnowszy wzór to napis...na żebrach- najbardziej bolesny z bolesnych. Napis "Fight off your demons". Ponieważ zrobiłam go w ciężkim dla mnie czasie, w nadziei, że za każdym razem, gdy spojrzę na swój bok będę miała siłę, będę pamiętała, że potrafię uniknąć wpływu zła na moje życie. Moje tatuaże (i nie tylko) znajdują się na zdjęciach poniżej. Nie dodałam napisu, ponieważ nie zrobiłam jeszcze konkretnego zdjęcia tego wzoru.
 Ale biorąc pod uwagę ogólny temat tatuaży, uwzględniając tytuł postu... tatuaż jest dla mnie artyzmem, jest dziełem utrwalonym na żywym płótnie. Jest symbolem niezależności, ale i odwagi i zdecydowania. Jeżeli oczywiście wzory są przemyślane i są owocem dojrzałych niepochopnych decyzji. Jednak dla wielu osób w moim otoczeniu, głównie starszym otoczeniu jest to coś nie do przyjęcia. Jest oznaką wulgarnego zachowania, kryminalnej przeszłości, czy buntu. Niejednokrotnie mają rację, ale uważam, że w obecnych czasach nie można tatuażu nazwać oznaką "więziennego życia". Tatuaż to oznaka świadomości, że życie jest tylko jedno, a ciało nie jest niczym trwałym. Jest jak kartka papieru, którą łatwo zająć ogniem. Nie jestem zwolenniczką tatuowania twarzy, tatuowania się dla samego tatuowania. Jestem szczerze przekonana, że jeżeli decyzja jest dojrzała i wiemy czego chcemy, taki znak  jest czymś co można pokochać na sobie, nawet mimo niechęci do samego siebie, która nieraz towarzyszy młodemu człowiekowi...
Także zachęcam, polecam... to wspaniały sposób wyrażenie swojego "ja", podniesienie swojej samooceny i wartościowy krok w nieco zwariowany świat naszego wieku.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz